Brudny Harry potrzebny od zaraz
Brudny Harry i Paul Kersey ucieleśniają niechęć Amerykanów do prawa i wymiaru sprawiedliwości pieszczących się z bandytami.
Dura lex, sed lex. Ale co począć, jeżeli prawo przekształca się w absurd, a surowość w arbitralne rozdawanie kuksańców? Łagodność wobec groźnych przestępców i surowość wobec osób popełniających drobniejsze przewiny to prawnicza moda zalewająca zachodni świat. Z wideł igły, a z igły widły. Sędziowie muszą się czymś popisać – sala rozpraw to nie pole dla zdrowego rozsądku i zaspokajania żądz mściwego tłumu. Nie będę tu przywoływał – poza jednym – przykładów spośród tysięcy nonsensownych wyroków wydawanych przez sądy w Polsce, Skandynawii czy USA. Dość powiedzieć, że w Stanach Zjednoczonych średnia długość odsiedzianej w więzieniu kary za morderstwo to 6,5 roku. Obecnie średni czas przebywania w więzieniach krajów UE przez ciężkich zbrodniarzy skazanych na dożywocie to 7 lat. Takie efekty dają zniesienie kary śmierci i pogęgiwania, że „najważniejsza jest nie wysokość, a nieuchronności kary”. Im świat prawa i prawników staje się bardziej odległy od świata przeciętnego obywatela, tym bardziej marzy się nam skuteczny obrońca naszych rodzin i praw. Ktoś taki, kogo tamten świat nie znosi i wartościuje negatywnie za wchodzenie w jego kompetencje. Ktoś podobny do Złego z powieści Leopolda Tyrmanda.
Ryszard Legutko
Refleksja nad udziałem intelektualistów w tworzeniu i podtrzymywaniu ustroju komunistycznego nie pojawia się dzisiaj zbyt często. W krajach komunistycznych obalenie systemu dokonało się przy znacznym udziale intelektualistów, co w ich mniemaniu rozgrzeszyło dawne winy. Na temat owego rozgrzeszenia można dalej toczyć spory, choć niewiele z nich wynika. Coraz więcej uczestników tamtych zdarzeń odchodzi z grona żywych, a dla tych, co pozostali, próba wywołania takiej dyskusji staje się co najwyżej okazją do wybuchów gniewu lub do milczącej wyniosłości. W tej reakcji bądź to gniewu bądź milczenia uczestniczą nie tylko dawni bohaterowie, lecz także młodsze pokolenia dzisiejszej elity. Wytworzyło się bowiem silne poczucie wspólnoty międzypokoleniowej, które sprawia, iż stare formy środowiskowego tabu nie tracą siły w nowych czasach.
Czy wolno Żyda postawić przed Trybunałem w Hadze?
Ellie Wiesel rozgłasza po świecie: “Na tej ziemi skażonej i przeklętej żyją Polacy. A ci, którzy żyją na ziemi skażonej i przeklętej sami są skażeni i przeklęci.(…) Nie jest to zwykły przypadek, że obozy największej zagłady powstały u nich, w Polsce, a nie gdzie indziej”. “Więcej niż 3 mln Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów. Nigdy na to nie zezwolimy. (…) Jeżeli Polska nie zaspokoi żydowskich żądań, będzie publicznie poniżana i atakowana na forum międzynarodowym” – to Israel Singer z 19 kwietnia 1996 r. na Światowym Kongresie Żydów. Ale to tylko słowa. W Izraelu do dziś żyją mordercy, którzy masowo wyrzynali (albo jeszcze wyrzynają) Arabów, aby stworzyć państwo Izrael. „Bo opis zawarty w Pięcioksiągu przyznaje te ziemie Żydom”. Co za bzdura !!! Na tej zasadzie Niemcom należy się Wrocław i Szczecin, a Polakom Wilno, a może i Moskwa razem z Kremlem.
Zdzisław Krasnodębski
Szum wokół sprawy haków na Sikorskiego miał przykryć przykre prawdy: o bankructwie polskiej polityki wschodniej i o interesach państwa Sobiesiaków z półpaństwem polskim – pisze filozof społeczny.
tad9
Przeczytałem (doczytuję) „Kapuścińskiego non-fiction” i nie żałuję… Jeszcze przed wydaniem książki wtajemniczeni donosili, że pokaże ona Kapuścińskiego jako tzw. prawdziwego człowieka, z czego można było wnosić, że Domosławski opisał sytuacje, w których jego bohater zachowuje się jak świnia. I faktycznie – Domosławski takie sytuacje opisał, w związku z czym nie dziwmy się wdowie, że chciała wydanie książki zablokować. Ale nie dziwmy się też – na przykład – Danielowi Passentowi, który Domosławskiego i jego dzieło wyniósł pod niebiosa. Bo rację ma Bronisław Wildstein twierdząc, że “Kapuściński non-fiction” rehabilituje PRL. Dodajmy, że Domosławski poszedł tu dalej niż ktokolwiek inny (przynajmniej z kręgu “Gazety Wyborczej”) skoro z jego książki dowiadujemy się, że nawet moczaryzm miał oświecone skrzydło, jeśli zaś chodzi o PRL-owskie pisma i ich stosunek do strasznego “marca”, to w miejsce stosowanego dotąd podziału na pisma, które się nie umoczyły (“Polityka”, “Tygodnik Powszechny”) i pisma “umoczone” (cała reszta?) pojawia się podział nowy z kategorią pośrednią, obejmującą takie gazety, które “nie skurwiły się do końca”. I właśnie “Kultura”, w której pracował Kapuściński, miała być takim pismem – co poświadcza Maciej Wierzyński, też niegdyś w “Kulturze” pracujący (a dziś – zdaje się – objaśniający widzom TVN24 sprawy wielkiego świata…).
Niebo nad Berlinem, reż. Volker Schloendorff Urodzeni mordercy, reż. Oliver Stone
Co jest lepsze: twórczość Gretkowskiej czy Dostojewskiego, „Urodzeni mordercy” czy „Niebo nad Berlinem”? Jednym z najmniej mądrych, a równocześnie najbardziej rozpanoszonych przesądów jest twierdzenie, że o gustach się nie dyskutuje. Tak? A o czym mamy dyskutować? O tym, czy pierwiastek kwadratowy z „2” jest liczbą wymierną? Kwestia epistemologicznego statusu sądów wartościujących jest fundamentalną kwestią cywilizacyjną. Ustroje i systemy, które rezygnują z formułowania mocnych sądów ocennych, osłabiają swoje sądownictwo, policję i cały wymiar sprawiedliwości. Rządzący zaś zamieniają się w fircyków, którzy sprawnie dostosowują się do obowiązującego w polityce kanonu estetycznego. Wybory wygrywają bowiem gładcy i sympatyczni mówcy, przegrywają zaś przepełnieni poczuciem misji ludzie, na których twarzach maluje się niepokój i smutek.
Zdzisław Krasnodębski
Wielki, coraz bardziej realny sukces Platformy zagraża polskiej demokracji.
Narzeka się często na brak konkretnych osiągnięć rządów PO. Niedawno Rafał Ziemkiewicz napisał w „Rz”, że jest to najgorszy rząd dwudziestolecia. Ale pod rządami Donalda Tuska dokonuje się jednak zasadnicza przemiana polskiej polityki. Gdyby się okazała trwała, Polska już nie będzie taka sama.
Rewolucja ta wyraża się w liczbach. Według wielu badań z ostatniego roku Polacy dobrze zdają sobie sprawę z tego, że rząd Tuska nie może pochwalić się realnymi sukcesami. Według jednego z sondaży 79 proc. badanych nie było w stanie podać żadnego problemu, który rozwiązał rząd. A mimo to Polacy wydają się w swojej większości nadal niezmiernie zadowoleni z dokonanego w 2007 r. wyboru. W tym samym sondażu aż 54 proc. badanych deklarowało, że popiera PO. Wygląda więc na to, że pierwszy raz większość Polaków nie oczekuje od rządzących tego, czego obywatele wymagają zazwyczaj od rządów w krajach demokratycznych – rozwiązywania problemów. Co więcej, wydaje się, że ten rząd nie oczekuje też tego od siebie – co najwyżej byłby skłonny zająć się nimi w przyszłości lub scedować je na społeczeństwo. Determinację rząd Tuska wykazywał tylko w dwóch sprawach – mediów publicznych oraz prywatyzacji szpitali, ale obu na szczęście nie doprowadził na razie do końca.
tad9
Mam do Zaremby pretensje o to, że bierze udział w grze zwanej „postkomunizmem”, podszywając swoje teksty grubą warstewką fałszu. Czy Piotra Zarembę naprawdę nie zastanawia, dlaczego do wniosku, że „Macierewicz miał rację” nigdy nie dochodzi – powiedzmy – Jacek Żakowski, Tomasz Lis czy Katarzyna Kolenda-Zaleska? Czy są mniej spostrzegawczy i inteligentni niż Zaremba? A jeśli są co najmniej równie inteligentni i spostrzegawczy, to komu i czemu – zdaniem Zaremby – właściwie służą? A jeśli służą czemuś paskudnemu, to dlaczego Zaremba udaje, że są „normalnymi dziennikarzami”? Odpowiedź brzmi pewnie: bo gdyby przestał udawać, to w błyskawicznym tempie zjechałby z dziennikarskiego mainstreamu do dziennikarskiego undergroundu, o czym doskonale wie…
„Boży prostaczek” to nie prostak. To ktoś wyzbyty pychy, egoizmu, wrażliwy na los innych. To nie były TW z UD, UW, PD czy PSL. To nie dawny funkcjonariusz WSI, który zarządza teraz bankiem i zarabia miliony. To osoba skromna, cicha, często bezradna. Czy ludzie skromni i niezamożni są z natury głupi? Czy są źli i brzydcy? Czy stanowią masę odpadową kapitalizmu? Tak przynajmniej sądzi większość ludzi uważających się w Polsce za liberałów. W dobrze działającej liberalnej demokracji na górze drabiny zamożności są ponoć jednostki najlepsze, na dole – najgorsze. W Polsce ci „najlepsi” także będą albo już są zamożni, potrafili bowiem odnaleźć się w nowym systemie („wolnorynkowym”), bo są pojętni, dynamiczni, ale i wrażliwi. Są ciekawi świata, chcą żyć pełnią życia. Człowiek skromny to zakompleksiony dureń, który zamiast interesować się paryską modą i walczyć o prawa orangutanów, albo strajkuje, albo wegetuje w jakiejś Mławie, gdzie urządza pogromy Cyganom. „Polskie piekło”, „katolicki ciemnogród” – tak mówią „liberałowie”.
Uniwersytet Warszawski uhonorował zbrodniarza
Ten tekst mówi o sprawie,
o której powinien wiedzieć każdy. Każdy Polak, każdy członek narodu oskarżanego o rasistowskie i antysemickie skłonności, o pogromy Żydów w Kielcach i Jedwabnem. O faktach w nim opisanych powinno się uczyć dzieci
Autor zdjęcia: Yarek Shalom
w szkole, tak jak o zbrodniach niemieckich nazistów i sowieckich komunistów. Niestety, tak się nie czyni
i czynić nie będzie. Dlaczego? Proszę, aby Czytelnicy odpowiedzieli sobie na to pytanie sami.
Taki tekst, jak poniższy, ktoś powinien napisać już osiem lat temu. Odważył się to zrobić dopiero „Nasz Dziennik” w 2003 roku. Potem zapadła głucha cisza. W 2008 roku przypomniałem o sprawie tu omawianej w swoim blogu w Salonie24. Dziś – gdybym nawet nie został stamtąd usunięty bezceremonialnie i cynicznie – wątpię, aby tego rodzaju materiał mógł się w S24 ukazać na Stronie Głównej. Tym bardziej nie może się ukazać bodaj w żadnej ogólnopolskiej gazecie codziennej czy tygodniku. Rzecz dotyczy izraelskiego polityka Menachema Begina, a wtórnie – choć to rzecz niesłychana i skandaliczna – Uniwersytetu Warszawskiego i jego najbardziej prestiżowego miejsca. Chodzi o gmach Auditorium Maximum. W hallu tego budynku w 2001 roku została zainstalowana tablica z marmuru, z inskrypcjami w języku polskim i hebrajskim: „Menachem Begin, izraelski mąż stanu, premier państwa Izrael, laureat Pokojowej Nagrody Nobla, absolwent wydziału prawa UW w 1935 roku”. Laureat Pokojowej Nagrody Nobla (za zawarcie pokoju z Egiptem po rozmowach w Camp David 18 września 1978 roku)? Wspaniale. Ale kim tak naprawdę był Menachem Begin (zmarły w 1992 roku)?
(Szanowni Państwo, uprzejma prośba o korzystanie podczas wizyt na tej stronie z przeglądarek innych niż Internet Explorer.)


Szanowni Czytelnicy! Proszę najuprzejmiej i najusilniej jak potrafię: niech tę książkę przeczytają (nawet kilkakrotnie) wszyscy polscy patrioci! Przeczytajmy ją uważnie, zapamiętując opisy wszystkich łajdactw, jakie popełniono przed i po zaistnieniu tego tworu “okrągłego stołu”, jakim jest PRL-bis. Zapamiętajmy dobrze przywoływane przez autora nazwiska ludzi odpowiedzialnych za zaistniały stan rzeczy. O tym wszystkim powinno się uczyć w szkołach – obowiązkowo. Ale uczyć się nie będzie, dopóki to nie my, ale oni, będą realnie wpływać na bieg dziejów Polski. Obecnie książka dostępna także w postaci audiobooka (15 zł).
Sądownictwo w stanie pomroczności jasnej
Środowiska sędziowskie niezwykle drażliwie reagują na wszelkie przejawy krytyki. Próby powierzenia oceny ich pracy – oraz licznych w niej błędów – gremiom niezależnym od korporacji sędziowskiej spotykają się z wrogimi reakcjami Krajowej Rady Sądownictwa czy Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia. Prawdziwa wojna o ukrócenie – występującej nazbyt często – bezkarności sędziów w ich działaniach na sali sądowej, kompletnego nieprzygotowania do rozpraw (brak elementarnej znajomości akt sprawy), gwałcenia procedur sądowych, niereagowania sądów na skargi ofiar, podsądnych czy świadków, poniżania uczestników rozpraw, nadużywania szpitali psychiatrycznych jako represji stosowanej wobec osób konsekwentnie dochodzących swoich praw oraz jawnie oceniających i krytykujących działania sędziów, niekiedy skandalicznej i tendencyjnej pracy biegłych sądowych itp. – rozgorzała za czasów ministra Zbigniewa Ziobry. Jego następca z PO, Andrzej Czuma, po krótkim okresie „spokoju”, podjął jednak starania o wprowadzenie w działaniu sądownictwa koniecznych zmian. I te próby spotkały się ze sprzeciwem środowisk sędziowskich. W Polsce wielu sędziom wydaje się, że ich niezawisłość polegać ma na tym, że mogą w sądach robić, co chcą.
Dlaczego w uczciwych obywatelach
polskie sądy często budzą lęk?
Kambei Shimada – to wojownik-filozof. Mędrzec. Nie ma takiej siły – głodu, nędzy, rządów łotrów, panów-bogaczy kształtujących opinię publiczną – która zmusiłaby go do kapitulacji, do służenia tym, których postrzega jako pachołów i karierowiczów. Nie można przekupić Shimady. Nie można z nim robić moralnych interesów. Nie można mu skutecznie pochlebiać. Nie można zaskarbić sobie jego przychylności pieniędzmi, stanowiskiem, karierą. To jest wojownik ubogi , bo w jego świecie – żeby zdobyć kosztowne pancerze – trzeba być oportunistą i cwaniakiem. Nie zawsze, ale prawie zawsze. I wtedy, gdy czereda moralistów i obłudników milczy, do akcji wchodzi Shimada. Co z tego ma? Poczucie, że kiedyś odejdzie jako człowiek uczciwy, a nie jako karierowicz z tzw. dobrego towarzystwa. Naśladujmy Shimadę, Drodzy Czytelnicy!
Półtora roku temu pracowałem jeszcze w “Dzienniku”. W małej pakamerce, gdzie miałem swoje stanowisko pracy, powiesiłem na ścianie miecz identyczny, jak ten na zdjęciu – z tabliczką Dar od Kambei Shimady – do zwalczania lewackich snobek filantropek. Ten fakt wzbudził w zalewaczonej redakcji duże zgorszenie, ale nikt nie odważył się nakazać mi usunięcia tej “ekspozycji”. Dopiero po powrocie do pracy po kilku dniach choroby zauważyłem miecz leżący w kącie i pustą ścianę. Co się okazało? Otóż korzystając z mojej nieobecności, administracja Axel Springer oficjalnie usunęła miecz jako “przedmiot niebezpieczny”. Lewackie snobki filantropki dały o sobie znać. Wkrótce potem zrezygnowałem z pracy w “Dzienniku”.
Co na to panie Nowicka, Senyszyn, Szczuka?
Na blogu u Adama Haribu, jak zwykle, wiele ważnych materiałów (por. Permedium.pl). M.in. wstrząsający reportaż zdjęciowy poświęcony tzw. aborcji (za: http://www.stopaborcji.pl/ Przy okazji warto odwiedzić stronę Joanny Najfeld (www.mamproces.pl) . (I jeszcze jedna uwaga: każdy lekarz potwierdzi fakt, że już w dziesiątym tygodniu ciąży u rozwijającego się dziecka daje się wyczuć bicie serca. Jeśli ktoś ma wątpliwości, że rozrywanie na strzępy 10-tygodniowego płodu aborcyjnym szpikulcem nie jest podłą zbrodnią, jest… nie wiem jak to ująć językiem parlamentarnym.)
Magdalenka I, II i III: Pokaż mi, z kim pijesz…
Mało kto chyba pamięta, że właśnie zbliża się kolejna rocznica pierwszej z trzech serii rozmów w Magdalence. Od 16 września 1988 właśnie tam rozpoczęły się pierwsze spotkania władz PRL z przedstawicielami „Solidarności”, mające przygotować kompleksowe rozmowy tzw. okrągłego stołu. Rozdźwięk w obozie komunistycznym położył kres pierwszej Magdalence. Druga zaczęła się 27 stycznia 1989 roku, kiedy to spotykają się w tym miejscu Lech Wałęsa i generał Czesław Kiszczak. Rozmowy doprowadzają do szybkiego rozpoczęcia konferencji okrągłostołowej 6 lutego. W jej czasie w Magdalence dochodzi do co najmniej pięciu spotkań, począwszy od 2 marca. Początkowo miały to być spotkania poświęcone przezwyciężeniu impasu w rozmowach głównych, potem przerodziły się w braterskie nasiadówki.
Rafał A. Ziemkiewicz
Dziś dyspozycyjni intelektualiści, dziennikarze i celebryci służą Ferajnie w potrzebie, każde jej świństwo i nadużycie relatywizując na zawołanie mirażem zagrożenia pisowskiego. Służą jej codzienną gotowością do ogłupiania widzów, słuchaczy i czytelników wydumanymi pseudoproblemami w rodzaju parytetów płciowych czy równouprawniania seksualnych perwersów, przy jednoczesnym zamilczaniu i tuszowaniu spraw rzeczywistych i najważniejszych. Służą im wreszcie prokurowaniem (…) wizji historii, w której nasz Cwaniak Narodowy, Wałęsa, upozowany zostaje na herosa, który wywalczył nam i łaskawie podarował wolność sam jeden, tylko z grupką wiernych wykonawców jego genialnych planów, podczas gdy wszystkie „Gwiazdy, Wyszkowskie i Walentynowicze” jedynie przeszkadzali − i w której renegat, godny spadkobierca Szczęsnych-Potockich i Bierutów, Jaruzelski, drapowany jest w szaty patrioty i polskiego męża stanu. Zaprawdę jest godne, sprawiedliwe i słuszne walczyć ze wszystkich sił z tą bandą hipokrytów i lokajów patologicznych porządków. Odkłamywać prostytuowane przez nich słowa, wytykać cierpliwie ich nadużycia, manipulacje i kłamstwa. Demaskować głupotę i nicość modnych bredni, przywleczonych tu z rozgęganych postępowych salonów znudzonego nadmiarem dobrobytu Zachodu. Bronić opluwanych, wyrzucanych z pracy historyków i wszystkich opluskwianych przez medialnych establisz-mętów obrońców zdrowego rozsądku i uczciwości.
Moja wrogość wobec Kościoła katolickiego*
Tych kilka poniższych uwag nie stanowi biograficznego, publicznego wywnętrzania się. I właściwie są one przekazem dla zaciekłych wrogów konsekwentnej, w wielu (choć dalece nie we wszystkich) momentach dogmatycznej, konserwatywnej postawy człowieka 46-letniego, który jest absolutnie zdeterminowany w walce z ideologią lewicowo-liberalną. Moimi najpoważniejszymi przeciwnikami – żeby nie powiedzieć: śmiertelnymi wrogami – są dziś ci wszyscy, którzy Kościół katolicki obrali sobie za głównego przeciwnika i obiekt ataków. Ludzie tacy zwykle nie pojmują, czym jest instytucja Kościoła, jaki jest jego ontologiczny (metafizyczny) status, jaki jest cel jego istnienia, dlaczego jego błędy muszą być korygowane, ale nigdy Kościoła jako całości zdyskredytować nie potrafią. Nie chcą oni zrozumieć, że istnienie chrześcijaństwa, a zwłaszcza konfesji katolickiej, jest warunkiem koniecznym przetrwania cywilizacji Zachodu oraz człowieczeństwa w postaci, w jakiej jeszcze dziś je znamy. Osoby te, wywodzące się z tzw. salonów, kręgów opiniotwórczych, zdominowanych przez lewicę mediów, gdy słyszą słowo „dogmat”, wpadają w amok. Ludzie ci działają rzekomo bezzałożeniowo, a- i antydogmatycznie, z pobudek czysto poznawczych i proobywatelskich. Wiem, że to nieprawda. Wiem, jakie są psychologiczne mechanizmy leżące u podstaw antyklerykalizmu i antykatolickości. Wiem, bo sam na sobie gruntownie tę postawę przećwiczyłem. To i – niestety – sporo innych lewackich paskudztw i mnie w przeszłości dopadało. Dlatego wiem, czym są, jak się w psychice ukorzeniają, jakie argumenty podsuwają, do jakich spustoszeń prowadzą. Mówiąc krótko, kiedy atakuję antyklerykałów i lewaków, wiem dobrze, na czym polegają ich sztuczki, błędy myślowe, idiosynkrazje i przewiny. Sam to – w sporej mierze – praktykowałem.
Zdzisław Krasnodębski
Adam Michnik powoływał się
na fakt, że był więziony,
aby uzasadnić swoje polityczne racje
i by pognębić antagonistów.
Jeszcze bardziej ochoczo czynili to jego
stronnicy.
„Zuchwale głowę podnosi i chełpi się swoim powodzeniem organizacja wolnomularska i zda się, że nie zna już granic w swej zarozumiałości. Wszyscy jej adepci, połączeni z sobą niegodziwym przymierzem i tajemną wspólnością zamiarów, wzajemnie się wspierają i jedni drugich ośmielają do występnej i zuchwałej działalności. Tak silna agresja równie silnego wymaga oporu; trzeba, aby wszyscy ludzie prawi zjednoczyli się w jednym olbrzymim stowarzyszeniu czynu i modlitwy” - tak pisał w wydanej w 1884 roku Encyklice „Humanum genus” ówczesny papież Leon XIII. Z tego obszernego tekstu wybrałem fragmenty. Jakże aktualne! Jakby Leon XIII żył w dzisiejszej liberalnej, postkomunistycznej demokracji. Z kart Encykliki wyziera jasna wizja współczesnej wojny cywilizacji: Kościoła rzymskiego z koalicją antychrześcijańską. “Masoneria” to dzisiaj pojęcie wyklęte. Mówienie o niej ściąga na mówiącego szyderstwa i obelgi. Ale ona istnieje. Proszę, aby Czytelnicy zapamiętywali, kto z mówienia o masonerii najgłośniej się śmieje. W 2007 roku w Polsce rewitalizowała się żydowska sekta o cechach masońskich B’nai B’rith. Ocenia się, że w międzynarodowym ruchu masońskim ma ona istotne znaczenie.
„Spiskowa teoria dziejów” – to jedno z podstawowych pejoratywnych określeń w słowniku wykształciucha. Tymczasem niemal wszystkie procesy i zjawiska decydujące o kształcie rzeczywistości, w której żyjemy, nie są w pełni – a zwykle nie są w ogóle – transparentne. Gdyby było inaczej, nie potrzebowalibyśmy ani socjologii, ani służb specjalnych. “Jesteśmy mądrzejsi od naszych rodziców i dziadków, jesteśmy mądrzejsi o wiedzę, czym kończy się idea utopii komunistycznej i czym kończy się realizacja utopii nacjonalistycznej. Jesteśmy też mądrzejsi o wiedzę na temat skutków spiskowego objaśniania procesu historycznego” – pisał w 1992 roku na łamach „Gazety Wyborczej” Adam Michnik w tekście „Czytajcie Hitlera, czytajcie Stalina…”.
tad9
Skoro wszyscy rozprawiają o ściąganiu krzyży ze ścian urzędów, to i ja dorzucę swoje pięć groszy.
Ciekawa rzecz z tymi krzyżami… Pamiętam, że gdy Nieznalska powiesiła na krzyżu fallusa, to z kręgów postępowych rozległo się wołanie, że katolicy zgłaszając pretensje bezczelnie ataktują na swoje potrzeby uniwersalny znak. Sama Kinga Dunin wywodziła wówczas : “krzyż jest (…) dostępnym i nieopatentowanym przez nikogo symbolem naszej kultury, który może być powszechnie używany. A poza krzyżem Chrystusowym istnieją jeszcze krzyże prywatne albo grupowe”. A teraz znów na odwyrtkę – krzyż okazuje się narzędziem dyskryminacji… Trudno z tym dojść do ładu, ale też czy można od piewców postępu wymagać konsekwencji? Ostatecznie feministki potrafią na jednym oddechu wołać „mój brzuch – moja sprawa” i żądać refundacji środków antykoncepcyjnych z budżetu , aktywiści gejowscy najpierw starannie oddzielają sex od prokreacji, by zaraz potem domagać się prawa do adopcji dzieci, a największymi piewcami państwa „neutralnego światopoglądowo” bywają lewicujący myśliciele dowodzący, że ideologiczny aspekt w sposób nieuchronny posiada wszystko – od logiki począwszy, na kopulacji skończywszy (czy może lepiej – odwrotnie…). Ale, cóż – spróbujmy zmusić tych państwa do konsekwencji.
29 listopada to Międzynarodowy Dzień Solidarności z Narodem Palestyńskim (liczącym w sumie 3-4 miliony osób).
Ostatnimi czasy pojawiła się wśród prawicowców idiotyczna moda, żeby podlizywać się Izraelowi i mienić jego ideowymi stronnikami. Ma to jakoby zapobiec rozszerzaniu się islamskiego fundamentalizmu i „wojny cywilizacji”. Oczywiście żadnej wojny cywilizacji Zachodu z islamem nie ma. Jest to wytwór propagandy, która dysponuje potężnymi mediami w USA i w Polsce. To próba wciągnięcia całego Zachodu w brutalne porachunki Żydów z islamem – Żydów wspieranych przez USA, gdzie lobby żydowskie odgrywa ogromną rolę (większość Amerykanów do dziś nie może pojąć, dlaczego nastąpił atak 11 września; „bo biedni i ciemni Arabowie nas nie lubią za pracowitość i bogactwo” – tak myślą).
Ryszard Legutko
Od pewnego czasu czytanie działów kulturalnych dzienników i tygodników przychodzi mi z największą trudnością. Mam bowiem nieodparte wrażenie , że redagowane są one nie dla mnie ani nie dla ludzi mnie podobnych. Pisząc o „ludziach mnie podobnych” mam na myśli tych, którzy interesują się kulturą poważną, którzy czytają poważne książki przejęci są poważnymi ideami. Dla nas gazety nie mają wiele do zaoferowania. Redaktorzy działów kulturalnych zajmują się przede wszystkim muzyką rockową, filmami, koncertami gwiazd młodzieżowych, bestsellerami traktującymi o seksie, przemocy i podobnych tematach. Krótko mówiąc, działy kulturalne wydają się być redagowane nie dla ludzi dojrzałych, lecz dla smarkaczy bądź dla ludzi o mentalności smarkaczy.
Po dłuższej przerwie dzieci i młodzież znowu w szkołach. To skłania mnie do kilku refleksji. Na system edukacji w Polsce silnie oddziałują liberalne fobie, postkomunistyczne koterie i frazeologia postępu. Środowiska uniwersyteckie kształcą kadry nauczycielskie, a te formują umysły młodzieży szkolnej. Tymczasem cała polska oświata to teren niezdekomunizowany. Jeszcze podczas moich studiów na Politechnice Warszawskiej pani wykładowca filozofii zapytała mnie ironicznie: „To pan wierzy w pana Bozię?”. Była to uczennica profesora Henryka Jankowskiego, marksistowskiego etyka, który wyszkolił całe pokolenie etyków lewicy (jego uczennicą jest m.in. Magdalena Środa). Jednak większość wpływowych filozofów w powojennej Polsce było uczniami Tadeusza Krońskiego, który mawiał: „My, sowieckimi kolbami, nauczymy ludzi w tym kraju myśleć racjonalnie, bez alienacji”.
czytaj dalej
Czy Stany Zjednoczone zbombardują kiedyś Polskę?
W styczniu 1993 roku międzynarodowi mediatorzy Cyrus Vance i lord David Owen ogłosili plan podziału Bośni i Hercegowiny na 10 prowincji, za podstawę jego opracowania przyjęli aktualną mapę etniczną; plan został zaakceptowany przez rząd Bośni, odrzucili go bośniaccy Serbowie (Wikipedia). Wkrótce potem rozpoczęło się na Bałkanach największe i najkrwawsze pasmo wojen w Europie po II wojnie światowej.

























